Ubezpieczenie OC na 3 miesiące jest produktem niszowym – mogą z niego skorzystać wyłącznie właściciele pojazdów wolnobieżnych. Przykłady pojazdów wolnobieżnych to: koparki, ładowarki, sadzarki, opryskiwacze, karczowniki, wciągarki i wózki bagażowe. Polisa OC na 12 miesięcy i ubezpieczenie OC na 3 miesiące nie różnią się
1. Zablokowanie gotówki i pogorszenie płynności finansowej przedsiębiorstwa. Nadmierny zapas powoduje powstanie nadmiernych zobowiązań, które zwykle muszą być uregulowane wcześniej niż uda się uzyskać gotówkę ze sprzedaży zapasu. Efektem jest zapotrzebowanie na gotówkę.
Przedsiębiorstwo zamroziło kapitał w zapasach o wartości 40 000 PLN na dwa miesiące. W banku na lokacie dwumiesięcznej przedsiębiorstwo mogło-by otrzymać odsetki rzędu 5 proc. w skali roku. Określimy koszt utraconych korzyści. Krok 1. Obliczenie odsetek wynikające z oprocentowania 0,05/6 = 0,0083 Odsetki w skali roku wynoszą 5%.
Luty 2023 5 6 7 8 9 Poniedzialek Wtorek Sroda Czwartek Piatek Sobota Niedziela 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 Dzien Zakochanych 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26
. Szalejące ceny nawet podstawowych produktów powodują, że Polacy poddają się panice i wykupują dostępne towary. Teraz widać to najmocniej po cukrze, który już w czerwcu był droższy o ponad 40 proc. niż rok temu. Znika nie tylko cukier – Wszystkie dostawy tego surowca do kontraktowych klientów spółki, w tym do sieci handlowych, są realizowane planowo i bez zakłóceń, po cenach zakontraktowanych w ubiegłym roku. Jednocześnie informujemy, że polityka i strategia cenowa w sieciach handlowych jest od nas niezależna – mówi Marcin Lechowski, prezes Nordzucker Polska. – Obecne zawirowania związane z ograniczoną dostępnością cukru w sklepach najprawdopodobniej są efektem obawy klientów przed szybko rosnącą inflacją oraz perspektywą rosnących cen, a co za tym idzie potrzebą zapewnienia zapasów tego surowca na przyszłość – dodaje. Biedronka wprowadziła limit zakupu 10 kg cukru na osobę, a towaru brakuje w wielu sklepach niezależnie od sieci. I nie chodzi tylko o cukier, konsumenci spodziewając się kolejnych podwyżek, dalej wykupują wiele produktów, zwłaszcza o przedłużonych terminach. Najpierw można to było tłumaczyć obawą przed wojną, teraz działa mechanizm ucieczki przed podwyżkami. Czytaj więcej – W przypadku produktów sypkich, pierwszej potrzeby widać tendencję Polaków do zaopatrywania się w produkty na zapas. Takie kategorie, jak kasza, ryż, cukier oraz olej, w okresie od stycznia do maja bieżącego roku cieszyły się jedno- lub dwucyfrowymi wzrostami sprzedaży zarówno wolumenowej, jak i w opakowaniach w porównaniu do analogicznego okresu z roku poprzedniego – mówi Magdalena Mucha z firmy NilsenIQ, która zebrała dane specjalnie dla „Rzeczpospolitej”. Ilościowo najmocniej rośnie sprzedaż ryżu oraz mąki, ale także kaszy, oleju oraz cukru. Jeśli chodzi o wartościowe wzrosty sprzedaży, to w przypadku oleju jest ona o 52 proc. wyższa niż rok temu, dla mąki jest to 39 proc., dla cukru i kaszy 38 proc., a makaronu 20 proc. I właśnie w tych produktach widać w sklepach wielu sieci często poważne braki. – Momentami ociera się to o panikę, za znikanie produktów odpowiadają też na pewno w części przedsiębiorcy z handlu, ale i gastronomii, zwłaszcza podczas promocji wykupujący tańszy towar. Wszyscy próbują robić zapasy i ceny będą dalej rosły – przyznaje szef jednej z dużych sieci handlowych. Zakupy zmaleją – Panika z reguły prowadzi do nieracjonalnych zachowań po obu stronach barykady, tj. zarówno po stronie konsumenta, ale też producenta i sieci handlowych – co zresztą teraz obserwujemy z cukrem – mówi Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX. – Na tym oczywiście wszyscy tracimy. Zatem róbmy zakupy z umiarem i kupujmy tylko to, co nam jest faktycznie potrzebne. Towarów w sklepach nie powinno zabraknąć, no chyba że na rynku wydarzy się coś mocno nieprzewidywalnego – dodaje. Czytaj więcej Pesymizm dotarł do sklepów. Sprzedaż detaliczna coraz niższa Sprzedaż detaliczna w czerwcu była o ponad 3 proc. niższa niż w maju. Pomijając okres pandemii i ograniczeń w handlu, takie gwałtowne spadki popytu konsumpcyjnego należą w Polsce do rzadkości. To odzwierciedlenie fatalnych nastrojów konsumentów w związku z najwyższą od ćwierćwiecza inflacją i skokowy wzrostem stóp procentowych. – Ostatnie miesiące to czas dużej zmienności, także w obszarze handlu. Z uwagi na galopującą inflację i ostrożniejsze zarządzanie domowymi budżetami ulega stagnacji lub spada sprzedaż większości dóbr, wyjątkiem są produkty pierwszej potrzeby – mówi Sebastian Błaszkiewicz, szef sprzedaży Unity Group. – Przekłada się to na większą wrażliwość cenową klientów, którzy zwykle w poszukiwaniu przecen kierują się do internetu – dodaje. – Sytuacja gospodarcza, rosnące ceny żywności, paliw i energii, słaby złoty są odbiciem sytuacji na rynkach. Przekłada się to na siłę nabywczą i tym samym popyt. Wśród konsumentów coraz częściej widać powściągliwość czy wręcz negatywne nastroje w kwestii wydatków domowych – mówi Mariusz Woźniakowski, Wydział Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. – Wzrost cen żywności powoduje, iż procentowo większa część budżetu musi być przeznaczona na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Jeśli połączone jest to z rosnącymi zobowiązaniami, to konieczne stają się cięcia w innych wydatkach – dodaje. Jesień będzie trudna W efekcie sprzedawcy dóbr trwałych spodziewają się mocnego spowolnienia jesienią, co już widać. – Przygotowujemy się na taki scenariusz po wakacjach – mówi Janusz Płocica, prezes VRG, właściciel marek Wólczanka, Vistula czy – Wyprzedajemy zapasy z sezonów poprzednich, by uniknąć sytuacji, kiedy będziemy jednocześnie pod presją malejącej sprzedaży i wysokich stanów magazynowych. Ostrożnie i rozważnie planujemy również zamówienia nowych kolekcji – dodaje. – Na razie nie obserwujemy znaczących zmian popytu na naszą odzież, niemniej spodziewamy się jego spadku w kolejnych miesiącach roku, dlatego odpowiednio wcześniej postanowiliśmy ograniczyć nasz wolumen towarowy i dostosować go do spodziewanych zmian na rynku – wyjaśnia biuro prasowe LPP. Jesień zapowiada się w sklepach słabo. – Przygotowanie na spadek siły nabywczej konsumentów stanowi wyzwanie i ciężko znaleźć na niego jednoznaczną receptę. Jest on bowiem zależny od branży, charakterystyki oferowanych produktów i usług czy też dotychczasowej polityki cenowej – mówi Dagmara Plata-Alf z Katedry Marketingu Akademii Leona Koźmińskiego. – Pewnym uniwersalnym działaniem, które firmy powinny zrealizować, jest analiza zachowań i możliwości ich klientów. Przykładem może być chociażby stosunek do ofert promocyjnych, z których kiedyś konsumenci zarabiający powyżej średniej krajowej korzystali marginalnie, a dzisiaj znają się one istotne dla co trzeciego nabywcy – dodaje Dagmara Plata-Alf. Opinia dla „rz” Mariusz Woźniakowski Wydział Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego Zmienia się struktura wydatków gospodarstw domowych i coraz mniejszy jest udział dóbr trwałych. Sytuacja gospodarcza, rosnące ceny żywności, paliw i energii, słaby złoty są odbiciem sytuacji na rynkach. Przekłada się to na siłę nabywczą i tym samym popyt. Wśród konsumentów coraz częściej widać powściągliwość czy wręcz negatywne nastroje w kwestii wydatków domowych. Wzrost cen żywności powoduje, iż procentowo większa część budżetu musi być przeznaczona na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Jeśli połączone jest to z rosnącymi zobowiązaniami, to konieczne stają się cięcia w innych wydatkach. Jeśli taki trend utrzyma się dłużej, przy braku wzrostu płac, choć na poziomie inflacji, będziemy mieli do czynienia z realnym ubożeniem społeczeństwa.
- Zgromadzone przez Polskę zapasy gazu starczą na mniej więcej trzy miesiące. Na dłuższe przerwy nie jesteśmy przygotowani - mówił w wieczornym programie Telewizji Republika były wiceminister środowiska Piotr Woźniakiem w programie gościł Piotr Naimski, były wiceminister gospodarki. Razem rozpatrywali scenariusze energetyczne dla Polski, gdyby Rosja, chcąc osłabić Ukrainę, odcięła dostawy Gazociąg poprowadzony przez Ukrainę jest źródłem jednej trzeciej dostaw tego paliwa do Europy - tłumaczył Naimski. Mimo to, jak powiedział, można nałożyć sankcje gazowe na Rosję. - Duzi odbiorcy gazu, w ramach sankcji, powinni odciąć się od rosyjskich dostaw - powiedział wskazał na potrzebę przyspieszena procesu dywersyfikacji źródeł węglowodorów w Polsce na wypadek pogłębienia się kryzysu politycznego u naszego wschodniego Państwo polskie nie zainwestowało ani złotówki w poszukiwanie gazu i innych źródeł energii. Zajęli się tym jedynie inwestorzy prywatni, stąd mozolne tempo tych poszukiwań - powiedział były wiceminister jego opinii powinien powstać jeden państwowy operator, który objąłby licencje na wydobycie gazu łupkowego i w ten sposób prace wydobywcze przyspieszyłyby, zwiększając bezpieczeństwo energetyczne Polski.
Rząd mówi, że mamy zapasy? Sprawdzamy, na jak długo wystarczy nam ropy, węgla i gazu Data utworzenia: 20 lipca 2022, 10:00. Rząd Mateusza Morawieckiego uspokaja, że nie musimy się bać o to, że zimą zabraknie nam węgla, bo przecież możemy go sprowadzić statkami. Według tych zapewnień, zapasy gazu, ropy też są na bieżąco uzupełniane i ograniczanie dostaw błękitnego paliwa do domów i paliw do stacji też podobno nam nie grozi. Co jednak w sytuacji, gdy zostaniemy całkowicie odcięci od dostaw lub zostaną one drastycznie ograniczone? Sprawdzamy, na jak długo wystarczy nam ropy, węgla i gazu. Foto: AmberGrid/Ministry of Energy of the Republic of Lithuania / Materiały prasowe Postanowiliśmy sprawdzić, ile mamy zapasów węgla, gazu i ropy oraz na jak długo nam wystarczy tych surowców w razie całkowitego wstrzymania dostaw. Najgorzej jest z węglem. Zapasów praktycznie nie ma - Dostawy węgla w Polsce są praktycznie wykorzystywane przez naszą energetykę na bieżąco. Oznacza to, że nasze elektrownie są w stanie zrealizować szczytowe zapotrzebowanie na energię, notowane dotychczas w naszym kraju. To z kolei świadczy o tym, że mamy tej energii na styk. Alternatywą jest import, ale w dobie pogłębiającego się kryzysu energetycznego nie tylko nam będzie brakowało energii i okresowo może się pojawić sytuacja, w której nie będziemy w stanie zbilansować się energią z zagranicy - mówi nam Wojciech Jakóbik, ekspert Instytutu Jagiellońskiego i redaktor naczelny portalu BA. Po ogłoszeniu embarga na rosyjski węgiel, do Polski trzeba go teraz sprowadzać statkami z USA, Republiki Południowej Afryki, Kolumbii, Indonezji czy z Australii. Problem w tym, że węgiel z importu służy elektrociepłowniom i gospodarstwom domowym. Jeśli zabraknie go na rynku, będzie to problem dla jednych i drugich. Zobacz także - Wprawdzie premier Mateusz Morawiecki zobowiązał spółki PGE Paliwa i Węglokoks do kupna za granicą 4,5 mln ton węgla, ale to wcale nie gwarantuje, że to się uda. Nawet jeżeli zakontraktują ten węgiel, to trzeba go przecisnąć przez wąskie gardła infrastruktury portowej, a potem kolejowej - ocenia ekspert. Co prawda spółki krajowe planują zwiększenie wydobycia węgla o 1,5 mln ton w 2022 roku dzięki reorganizacji pracy, dodatkowym zmianom i pracującym weekendom, ale jak wskazuje Wojciech Jakóbik - i tak stoimy przed koniecznością oszczędzania węgla i energii. Jego zdaniem, zamiast rozdawać pieniądze na dopłaty do węgla, co tylko pobudzi popyt na ten opał, rząd powinien już teraz wdrażać plany reakcji na braki węgla w składach z koniecznością jego reglamentacji włącznie. Zapasów gazu mamy najwyżej na dwa miesiące W Polsce zużywamy rocznie ok. 20 mld m3 gazu rocznie. Zdecydowaną większość - ponad 15 mld m3 - sprowadzamy z zagranicy. Jak informuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, pojemność magazynów gazu w Polsce to niecałe 3 mld m3 i te zapasy gazu są uruchamiane w sytuacji, gdy nie można go sprowadzić. Na jak długo nam to wystarczy w razie wstrzymania importu? - Jeżeli chodzi o gaz, to biorąc pod uwagę nasze zapotrzebowanie, Polska ma zapasy w magazynach na 1,5 góra 2 miesiące. To zależy od pory roku, bo jesienią i zimą to zapotrzebowanie jest wyższe niż wiosną i latem. Możemy się jednak ratować, sprowadzając gaz ze źródeł innych niż rosyjskie, np. przez terminal NLG w Świnoujściu, a od jesieni gazociągiem Baltic Pipe. I zostaje jeszcze rewers gazociągu Jamalskiego i możliwość sprowadzania gazu z Niemiec nawet do 4,5 mld m3 tego surowca rocznie. Jeżeli to ostatnie źródło wyschnie z powodu wrogiego działania Gazpromu, to może nie pojawią się niedobory gazu, ale spowoduje, że za gaz będziemy musieli płacić jeszcze wyższe ceny - wyjaśnia Wojciech Jakóbik. Ropy i paliw mamy nawet na trzy miesiące Co do zapasów ropy i paliw, to mamy obowiązek ich magazynowania, podobnie jak to ma miejsce z gazem. Z szacunków Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego wynika, że rezerwy ropy i paliw w Polsce - na bieżąco uzupełniane - w razie całkowitego odcięcia dostaw wystarczą nam na blisko trzy miesiące. - Poradziliśmy sobie kiedyś z kryzysem zanieczyszczonej ropy, który spowodował wstrzymanie dostaw surowca ropociągiem Drużba i który trwał 46 dni, to bez rosyjskiej ropy poradzilibyśmy sobie także teraz - uspokaja ekspert, przypominając, że Polska chce całkowicie zrezygnować z importu rosyjskiej ropy i paliw do końca tego roku. - Zabezpieczenie odpowiednich dostaw z innych kierunków, głównie z Bliskiego Wschodu, zaspokoi nasze zapotrzebowanie, ale oczywiście to też jest kwestia wyższych kosztów i cen na stacjach paliw - tłumaczy Wojciech Jakóbik. Jak prognozuje, ceny te jednak zaczną spadać wraz z pogłębiającą się recesją na świecie. - Jest też drugi koniec tego kija. My również ucierpimy z powodu kryzysu i pomimo tego spadku cen, będzie nas stać prawdopodobnie na mniej niż obecnie. Niestety nadchodzą dla nas chude lata - kwituje ekspert Instytutu Jagiellońskiego i redaktor naczelny portalu BA. /1 Piotr Jędzura / - Czy wystarczy nam paliwa? Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
zapasy na 3 miesiące